Raz w tygodniu ze śmietany ubijano masło. Mama nosiła je na rynek do Lipna — pieszo, z koszem na ręku.
W gospodarstwie utrzymywano dwie, trzy krowy. Mleko odwirowywano w wirówce, a ze śmietany raz w tygodniu robiono masło w kiżance — drewnianym naczyniu, w którym trzeba było długo poruszać tłokiem, aż tłuszcz się oddzielił.
Masło mama nosiła na rynek do Lipna. Siedem kilometrów w jedną stronę, pieszo, z koszem na ręku. Za masło i jajka kupowała to, czego w gospodarstwie zrobić się nie dało: cukier, zapałki, naftę do lampy i zeszyty dla dzieci.
Kiedy dziś jadę te siedem kilometrów samochodem w kilka minut, myślę o tym koszu. I o tym, że cała ekonomia naszego domu mieściła się kiedyś w odległości jednego marszu na rynek.
Komentarze (0)
Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy.
Zaloguj się, aby dodać komentarz.