Audiobook — nagraliśmy pierwsze rozdziały
Książkę czyta autor. Pierwsze rozdziały są już dostępne w zakładce Audiobook.
Historia wielopokoleniowej rodziny, która w jednej wsi zakorzeniła się na ponad sto lat — od powrotu z Ameryki po narodziny wnuków. Przeglądaj archiwum i dołącz do rodzinnej społeczności, która wciąż je tworzy.
Huta Głodowska — mała wieś na Ziemi Dobrzyńskiej, jedna z trzydziestu sześciu wsi gminy Lipno. Przez wieki rodziły się tu dzieci, pracowały rodziny, przeżywały radości i smutki. To właśnie tu rodzina Kępińskich spędziła całe swoje życie — i to właśnie stąd wywodzi się nasza historia.
Sama nazwa „Huta” kryje w sobie głęboką historię. W XVII wieku, kiedy niemieccy osadnicy napływali do Rzeczpospolitej, zakładali wśród polskich lasów miejsca do wytopu metalu i szkła. Las dawał drewno na opał, piaszczysty grunt dostarczał kwarcu, a rudę brało się z rudy darniowej. Tak właśnie powstała Huta Głodowska — przy bujnym lesie, na skraju Ziemi Dobrzyńskiej.
W roku 1827 we wsi stało zaledwie 8 domów i mieszkało 83 mieszkańców. W 1939 roku — tuż przed wybuchem drugiej wojny — żyło tu już 241 osób. Wieś tętniła życiem: przez dekady przybywało rodzin, budowały się kolejne domostwa, a mieszkańcy tworzyli prawdziwą wspólnotę.
Franciszek Kępiński, syn Józefa i Franciszki z Marcinkowskich, urodził się w 1889 roku w Mysłakowie. Rok 1911 zmienił losy całej rodziny: Franciszek wypłynął okrętem do Stanów Zjednoczonych, zostawiając w domu żonę Walerię — która w tym czasie była w ciąży.
W Ameryce trafił do sióstr żony — aż trzy z nich mieszkały już za oceanem. Kiedy Waleria dowiedziała się, że mąż „ogląda się za innymi kobietami”, nie zważając na to, że jest młodą dziewczyną z małym dzieckiem, postanowiła przepłynąć ocean. Wspólny pobyt w Stanach trwał dziesięć lat. Waleria w Ameryce urodziła czworo dzieci: Staśka, Stasię, Helenę i Henia.
W 1921 roku, w drodze powrotnej do Polski, tragedia nie oszczędziła rodziny — najmłodszy Henio zachorował i zmarł. Po powrocie do kraju, za zarobione dolary, postanowili kupić własne gospodarstwo.
Z obawy przed złodziejami postanowili jak najszybciej zakupić wymarzone gospodarstwo. Zdecydowali się na zakup w zimie, kiedy na polach leżał śnieg — i nie za bardzo dało się ocenić wygląd pól.
Wspomnienia rodzinne16 stycznia 1922 roku, w Kancelarii Notarialnej Józefa Mańkowskiego w Lipnie, Franciszek i Waleria Kępińscy kupili gospodarstwo o powierzchni blisko 16 hektarów. Cena: 3 miliony 150 tysięcy marek — środek płatniczy w dobie, gdy polskiej waluty jeszcze nie było.
Kiedy Niemcy napadli na Polskę, do gospodarstwa Walerii i Franciszka Kępińskich przyszedł nowy „właściciel”. Oświadczył, że od tego dnia wszystko, co w gospodarstwie — staje się jego własnością. Dla Franciszka był to wstrząs, który pogłębił jego astmę.
Ktoś z sąsiadów — a we wsi mieszkało wówczas około 50% Niemców — oskarżył Franciszka o przynależność do organizacji zbrojnej i posiadanie nieujawnionej broni. Niemcy wyciągnęli chorego z łóżka (w grudniu!) i zaprowadzili na łąkę, gdzie pobili go tak, że całe ciało miał sine.
Szesnastoletni Janek widział to wszystko. Chciał wyciągnąć ukryty w starej wierzbie karabin i pozabijać oprawców — powstrzymała go świadomość, że mogłoby to oznaczać wywózkę całej rodziny do obozu koncentracyjnego.
Przed śmiercią Franciszek przekazał synowi Jankowi złoty pierścionek z monogramem K.F., który nosił przez lata po powrocie z Ameryki. Pierścionek ten Jan nosił przez dziesięciolecia.
Na podstawie protokołu komisji z 9 lipca 1945 roku
Prowadzenie gospodarstwa w pierwszych latach po wojnie nie było łatwe. Ziemia była słabej jakości, łąki podmokłe, a do roku 1963 we wsi Huta Głodowska nie było elektryczności. Mimo tego rodzina radziła sobie — z hartem ducha i pracowitością.
W gospodarstwie utrzymywano 2–3 krowy. Mleko odwirowywano w specjalnej wirówce, a ze śmietany raz w tygodniu robiono masło w kiżance. Masło mama nosiła na rynek do Lipna — 7 kilometrów pieszo, z koszem na ręku.
W gospodarstwie zawsze były dwa piękne kare konie z błyszczącą skórzaną uprzężą. Stara rodzinna bryczka z siedzeniami obitymi bordo welurem służyła na wesela, odpusty i wyprawy do miasta. Zachowała się do dziś.
Ziemniaki kopano gracką — sadzono około hektara, więc wykopki trwały dwa tygodnie. Wiosną i jesienią pola zalewała woda. Pamiętam jak pomagałem wyciągać z błota zgniłe bulwy — tata i mama pracowali od świtu.
Przez pierwsze lata po wojnie wieś nie miała prądu. Światło dawały lampy naftowe, wodę noszono ze studni w wiadrach, pranie gotowało się w wielkim kotle na drewnie. Każda maszyna napędzana była siłą ludzką lub końmi.
Chleb piekło się we własnym piecu — duży, okrągły bochenek, który wystarczał na cały tydzień. Na śniadanie przed wyjściem w pole gotowało się zacierki — bo chleb zawsze trzeba było czymś posmarować. „No i oczywiście upiec.”
W kuchni węglowej palono drewnem i torfem. Torf wydobywano z pobliskich bagien — tata sam go kopał, a ja suszyłem w „kupkach”. Zimy bywały bardzo surowe, sypiano pod grubą pierzyną w nieogrzewanej sypialni.
W latach pięćdziesiątych wieś Huta Głodowska zamieszkiwały całe pokolenia młodych rodzin. Bez prądu, bez telewizji — życie towarzyskie opierało się na sąsiedztwie, wzajemnych odwiedzinach i zbiorowych modlitwach.
Każdej niedzieli Wielkiego Postu w domach kolejnych rodzin śpiewano gorzkie żale. Przy lampie naftowej zasiadały razem rodziny Kępińskich, Maciejewskich, Zaborowskich i Pokrywińskich — i każda gospodyni przygotowywała pączki, racuchy lub ciasto drożdżowe.
Na karnawał organizowano „bale składkowe” — w cudzym domu, przy harmonii i bębnie, tańczono do późnych godzin nocnych. Walczyk czekoladowy grany o północy, oranżada w butelkach, pączki pieczone setkami — taki był wiejski karnawał.
Powrót sylwestrem z zabawy w Czarnem prowadził przez las. Przygotowałem rodzicom latarkę na naftę. Kiedy o północy rozległy się syreny strażackie, wyszedłem przed dom — chciałem je choć usłyszeć.
Wiesław Kępiński, wspomnieniaKażde pokolenie zostawiało coś po sobie — dzieci, domy, wartości, wspomnienia. Od Franciszka i Walerii, którzy przepłynęli ocean i kupili kawałek polskiej ziemi, aż po wnuki, które dziś noszą imiona po przodkach.
Wnuki — dla nich ta historia
Historia rodziny opowiedziana na wiele sposobów — do czytania, oglądania i słuchania.
Cała opowieść o rodzinie i Hucie Głodowskiej — do czytania online i słuchania w wersji audio.
Fotografie i dokumenty z ponad stu lat — od Ameryki po dzień dzisiejszy.
Pokolenia rodziny od 1796 roku, odtworzone z archiwów, metryk i nagrobków.
Głosy i obrazy rodziny — nagrania wspomnień prosto z przeglądarki oraz filmy.
Bieżące wpisy, wspomnienia i nowości — pisane przez całą rodzinę.
Dodawaj własne zdjęcia, historie i nagrania. Archiwum rośnie razem z nami.
Ta strona to nie tylko książka. To żywe archiwum, które rodzina tworzy razem — zdjęciami, wspomnieniami, nagraniami głosu i filmami. Każdy z nas nosi w pamięci fragment tej samej historii.
Część materiałów jest dostępna tylko dla rodziny. Zaloguj się albo poproś o dostęp — otworzymy Ci archiwum.
Ten materiał jest dostępny dla członków rodziny.
Zaloguj się, aby zobaczyćKsiążkę czyta autor. Pierwsze rozdziały są już dostępne w zakładce Audiobook.
W tej części Huty nie ma już rolnika z prawdziwego zdarzenia. Piszę o dawnym życiu, bo dzisiejsze coraz częściej oznacza puste domy.
Ta sama bryczka, którą rodzice jechali do ślubu w 1948 roku, stoi dziś w stodole. Siedzenia wciąż obite bordo welurem.
Zostaw imię i adres e-mail — po zatwierdzeniu przez rodzinę otrzymasz dane do logowania.