Ta sama bryczka, którą rodzice jechali do ślubu w 1948 roku, stoi dziś w stodole. Siedzenia wciąż obite bordo welurem.
Jako dziecko czyściłem czarne skórzane fartuchy pastą do butów przed każdym wyjazdem. Bryczka wyjeżdżała na wesela, na odpust do Skępego, do miasta.
Dziś stoi w stodole. Welur wyblakł, ale nie przetarł się. Koła trzymają. Myślę czasem, żeby ją odnowić — ale boję się, że przy okazji zetrę z niej te sto lat.
Komentarze (0)
Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy.
Zaloguj się, aby dodać komentarz.